„Robot Wars” edycja Lidl’owska

Początek grudnia. Dzień był niezwykle zimny i na domiar złego lało jak z cebra. Godzina 7:30. Zaspana, siedząc w samochodzie, patrząc jak krople deszczu ścigają się po przedniej szybie zaczęłam się zastanawiać, czy te wszystkie filmy z walką o karpia to prawda… W okolicy żadnej żywej duszy, tylko czasem ktoś przemknie chodnikiem, z parasolem w ręku. Nagle zrozumiałam, że się zaczęło. Przed wejściem do sklepu stanęła zakapturzona postać – mężczyzna, co można było wywnioskować z postury. Nastał moment kulminacyjny pomyślałam, wysiadając i zamykając samochód. Stanęłam koło mężczyzny pod daszkiem przy wejściu. Co prawda byłam osłonięta od deszczu, jednak raz po raz chlastał mnie po twarzy nieprzyjemny, zimny wiatr. Mimo iż było jeszcze piętnaście minut do otwarcia coraz więcej osób zaczęło się zbierać pod drzwiami. Nerwowo zerkałam na zegarek, chciałam już mieć to wszystko za sobą, wrócić pod ciepłą pierzynkę. 7:50. Niech w końcu otworzą te drzwi, w sklepie jest na pewno cieplej niż tu. W środku przemknął ktoś z obsługi zerkając z ukosa na to, co się pewnie zaraz wydarzy. Za pięć ósma. Spojrzałam po twarzach swoich potencjalnych konkurentów.

– Czy przyszli tu po to samo co ja, czy po prostu żonki wysłały ich po świeże bułeczki na śniadanie? – zastanawiałam się.

W końcu. Nastąpiło zwolnienie blokady i komora maszyny losującej zalała się tymi, którzy liczyli trafić dziś swoją „6-kę”. Zostając wyminięta przez wszystkich „łowców”, nieprzyjemna myśl zaczęła kołatać mi po głowie.

– A co jeśli to wszystko na marne? A co jeśli wrócę do domu z pustymi rękami? – przyśpieszyłam kroku.

O dziwo, ku mojemu zaskoczeniu pudeł z moim celem było znacznie więcej niż się spodziewałam. Roboty kuchenne były ustawione jeden na drugim na wysokość 3 metrów. Po pierwszej konsternacji, jakby się do nich dobrać ludzie zaczęli wspólnymi siłami wyjmować te ze środka, które znajdowały się na wysokości ich oczu. Jenga niebezpiecznie się zachwiała.

Ktoś nawet krzyknął z tłumu:

– Ej! Nie tak nerwowo! Dla wszystkich starczy!

Jedno z najwyżej położonych pudeł, które znajdowało się po przeciwnej stronie miejsca naporu, akurat tam gdzie stałam, wysunęło się, zachwiało i spadło prosto na mnie. Mobilizując całą zręczność, na jaką mnie stać wystawiłam swoje ręce ni to aby je złapać, ni to aby obronić twarz przed rozbiciem. Było o wiele cięższe niż się spodziewałam, ale udało się.

Reszta to historia…

Przechodząc do meritum – od dwóch miesięcy jestem szczęśliwą posiadaczką robota kuchennego Monsieur Cuisine Plus niemieckiej marki Silvercrest. Kupiłam go pod wpływem koleżanki z pracy, która strasznie go zachwalała, mówiąc, że mimo niskiej ceny, prezentuje sobą dobrą jakość.

Jako, że już jakiś czas temu opuściłam dom rodzinny, szybko stało się dla mnie jasne, że wydatki na jedzenie pochłaniają lwią część naszego skromnego budżetu. Aby zaoszczędzić, zrezygnowałam całkowicie z gotowych produktów, które odstraszały zarówno ceną, jak i tablicą Mendelejewa w składzie. Dużo taniej i zdrowiej wychodziło samemu kupić i posiekać warzywa, kupić całego łososia i samemu się nad nim pomęczyć, czy też zrobić gołąbki. W ten sposób potrafiliśmy wydawać o wiele mniej pieniędzy tygodniowo.

Jednakże szybko odkryłam, że gotowanie nie należy do moich pasji, a ciągłe siekanie warzyw było dla mnie żmudne i nieprzyjemne, przez co wpadłam w pułapkę przygotowywania prostych, dobrze znanych mi przepisów. W efekcie ciągle jedliśmy to samo.

Teraz jest łatwiej, oboje mamy pracę i możemy sobie pozwolić na większe wydatki. Cena przestała być głównym wyznacznikiem żywności jaką kupujemy. Mimo to cały czas chcemy jeść przede wszystkim zdrowo. Nie zawsze się to nam jednak udaje – największą przeciwnością jest czas. Ciężko jest przygotować dobry, domowy obiad, a także drugie śniadanie do pracy, gdy się wraca zmęczonym po 10 godzinach.

I tu wszedł w nasze życie wspomniany wcześniej robot kuchenny Monsieur Cuisine Plus, który:

  • sieka, gotuje – wreszcie skończyło się żmudne krojenie bakłażanów na zapiekankę. Teraz całość trwa około minuty.
  • gotuje na parze – tak się złożyło, że mój wysłużony parowar w końcu wyzionął ducha w tym samym czasie.
  • ubija białka – koniec z torturą, jaką było dla mnie ubijanie białek ręcznie. Teraz mój ulubiony „Burżujski Piernik” (tak go nazwałam 😉 ) będzie częściej gościł na stole (niedługo wrzucę przepis na bloga)
  • sam wyrabia ciasto (nigdy nie lubiłam robić tego rękami brrrr).

Poza tym potrafi jeszcze kilka innych rzeczy jak np. duszenie potraw, ważenie produktów, itp. ale te wyżej wymienione były dla mnie najważniejsze.

Monsieur Cuisine Plus - Waga

W zestawie była również książka z przepisami stworzonymi pod tego robota. Jest tam niemal dosłownie napisane, który guziczek i jak trzeba nacisnąć. Same przepisy okazały się też bardzo ciekawe, jak karp w sosie piernikowym, domowe dżemy. chleby, ciasta, lody itp. Na świętach zrobiłam furorę lepiąc ponad 200 uszek, używając przepisu z tej książki, które notabene wyszły GENIALNIE. Poza tym upiekłam też wspomnianego wcześniej piernika, który wyszedł lepiej niż zwykle (to pewnie kwestia dobrze rozrobionego ciasta i porządnie ubitych białek).

Koktail warzywno owocowy z jarmużem

Obecnie jestem na diecie dr Ewy Dąbrowskiej, na której przez okres 6 tygodni wolno mi jeść jedynie warzywa i niektóre owoce. I tutaj ten sprzęt okazał się również nieoceniony. Teraz robienie koktajlu z jabłka, pomarańczy i dwóch liści jarmużu zajmuje dosłownie kilkanaście sekund. Podobnie z domową zupą ogórkową – posiekanie składników trwa chwilę, po czym od razu po dodaniu wody z ogórków można zabierać się za gotowanie, a to wszystko się dzieje w jednym i tym samym naczyniu, przez co i zmywania jest mniej. 🙂

Monsieur Cuisine Plus - zupa ogorkowa

W tej chwili zaczynam 4 tydzień diety i już udało mi się zgubić nadprogramowe kilogramy jakie uzbierałam w okresie świąteczno-sylwestrowym. W drugiej połowie lutego zrobię osobny wpis o diecie dr Dąbrowskiej i o tym jak wpłynęła na mnie. 😉

Monsieur Cuisine Plus - recenzja

Pochwalcie się koniecznie swoimi największymi łupami z Lidla nie tylko. Do następnego <3

Link do Bloglovin 😉

2 thoughts on “„Robot Wars” edycja Lidl’owska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.