Lekcje Madame Chic – recenzja

Dobrze pamiętam dzień w którym 3 lata temu weszłam do jednego z wielu salonów RELAY. Za około 10 minut miałam rozpocząć kolejny dzień swojej pracy sklepie odzieżowym – nienawidziłam tego. Więc aby opóźnić nieco, ten nieuchronny moment postanowiłam zajrzeć na chwilę, jak na rasowego kinestetyka przystało, do działu z poradnikami… i wtedy ją zobaczyłam. Lekcje Madame Chic przeczytałam bezgłośnie tytuł. Obracając książkę w rękach poczęłam zastanawiać się o czym może być i już myślami byłam na królewskim dworze. Pewnie jest to coś o savoir-vivre. Przekartkowałam książkę, by w końcu otworzyć ją na chybił trafił i zacząć czytać fragment wyrwany z kontekstu. Tak, to zdecydowanie są moje klimaty.

Zostało jeszcze 5 minut.

Krótka piłka. Kupić, nie kupić? Jestem trochę sknerą jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy. Potrafię wiele tygodni, ba! Miesięcy! spędzić na krążeniu wokół jakiejś rzeczy. Wtedy jednak praktycznie od razu zdecydowałam się na zakup.

2 minuty.

Nareszcie moja kolej, płacę. Gdy tylko wyszłam ze sklepu zaczęłam ją czytać, a raczej starałam się ją czytać kierując się jednocześnie na moje miejsce pracy… i znowu dostałam burę za spóźnienie. Ah! Ta książka zdecydowanie stała się moją przyjaciółką w tak trudnym dla mnie czasie.

madame chic

Zdecydowanie skłamałabym gdybym powiedziała, że książka Lekcje Madame Chic w ogóle nie przysporzyła się do mojej fascynacji Francją. Ba! Myślę, że ta książka ma na to wpływ w 99%.

Paryż! Cudowne miejsce gdzie wszyscy żyją pięknie i z pasją. Jennifer L. Scott napisała naprawdę piękną, optymistyczną książkę. Nauczyła mnie ona przede wszystkim jak czerpać przyjemność z codziennych, małych rzeczy. Bardzo też zyskał na tym mój styl, którego już od jakiegoś czasu bezskutecznie poszukiwałam.

Miałam już wówczas kilka książek o modzie i zatrzęsienie czasopism AVANTI, ale nadmiar propozycji oraz ceny, bardzo mnie onieśmielały. Pomysł stworzenia garderoby składającej się z dziesięciu elementów, przedstawiony w tej książce, wydał mi się bardzo świeży i w zasięgu moich możliwości. Zaczęłam kupować nowe rzeczy pomału i stopniowo. Wszystko ze sobą pasowało i miałam wiele możliwości w łączeniu elementów stroju. No i po raz pierwszy tak bardzo cieszyły mnie zakupy.

madame chic

PS1: Może za jakiś czas na blogu pojawi się moja własna wersja dziesięcio-elemenowej garderoby na wiosnę-lato, co wy na to? 😉

PS2: Swoją drogą to całe AVATNI jest moim zdaniem strasznie przereklamowane… Owszem, można tam poszukać inspiracji, ale zdecydowanie nie jest to czasopismo w którym można szukać gotowych rozwiązań. Nawet jak kupisz gazetkę na początku miesiąca i od razu pojedziesz po rzecz, która Cię interesuje, szansa, że ją znajdziesz to jakieś 20%. Dodatkowo, w czasopiśmie rzeczy są prawie zawsze mocno podrasowane w Photoshopie. Łajna bluzka, w sklepie może okazać się zwykłą szmatą, na którą w ogóle byś nie spojrzała….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.