Rozdział 1 cz.1

Byłam w księgarni, szukałam jakiejś ciekawej książki już od przeszło kwadransa. Zazwyczaj znajdywałam dział z poradnikami i od razu coś wybierałam: jak znaleźć swój styl, jak się malować, jak szyć, jak wychować psa, jak oszczędzać pieniądze – tak wygląda moja półka z książkami obecnie. Niestety w księgarni wszystkie książki wyglądały bardzo podobnie do tych które już miałam. W końcu ile można ciągle wałkować te same tematy? Znudzona poczęłam szukać czegoś w bestsellerach. Znowu nic. Nie ma żadnych ciekawych książek? Trudno, tę podróż pociągiem jakoś się przenudzę. Już miałam wychodzić gdy nagle podszedł do mnie koleś w rogowych oprawkach, z wytatuowanymi rękami od nadgarstków w górę, aż po fioletową koszulkę znanej marki księgarń.

– Szuka Pani czegoś konkretnego? – zagadnął przesadnie gestykulując rękami, w stylu jakiegoś rapera.

– Tak, sensu w życiu. – wypaliłam, patrząc mu prosto w oczy. Zobaczyłam jak w ułamku sekundy jego twarz zmienia wyraz. Uśmiech zgasł, oczy się otworzyły ze zdziwienia. Szybko zamrugał i zaśmiał się dziwnie, jeszcze bardziej tarmosząc swoją już i tak rozczochraną fryzurę.

– Na takie tematy rozmawiam zazwyczaj po pracy, przy czymś mocniejszym – puścił do mnie oko. Coś mi mówiło, że nie miał na myśli soku winogronowego, za którym ja osobiście bardzo przepadałam.

– Do widzenia – rzuciłam bardziej do półki z książkami, którą w ostatniej chwili próbowałam wyminąć, niż do niego.

Wyszłam ze sklepu przy akompaniamencie głośnego turkotania kółek walizki, kierując się na peron. To był pierwszy raz, kiedy niczego nie wybrałam. Wchodząc na stację obiecałam sobie, że kiedyś to ja napiszę jakąś książkę.

Pociąg o tej porze był pusty. Jechałam do swojego rodzinnego miasta, w którym pobyty zawsze powodowały u mnie melancholijny nastrój. W Warszawie żyłam chwilą obecną – studiami, pracą, od czasu do czasu spotykając się z dwiema koleżankami. Tam jednak było wiele miejsc, kojarzących mi się z pewnymi osobami: las po którym się włóczyliśmy, moje liceum, małą stację pkp, wąskie uliczki szczególnie wieczorową porą, jezioro. Jest to małe miasteczko, więc prawdopodobieństwo, że spotkam kogoś, z mojej dawnej paczki było wysokie. Co bym wtedy im powiedziała? Jak miałabym się zachować? Zaczęłam myśleć o różnych scenariuszach.

Z zamyślenia wyrwał mnie sygnał odjazdu i głośny hałas wskakującej od przedziału w ostatniej chwili kobiety. Blondynka ciężko opadła na siedzenie naprzeciwko mnie. Gdy wyrównała oddech wyjęła z torby jakąś książkę, odszukała właściwą stronę i zaczęła czytać zupełnie nie zwracając na mnie uwagi. Co jakiś czas odrywała się od lektury. Patrząc gdzieś ponad moim ramieniem swoimi niewidzącymi, wyłupiastymi oczami. Nienaturalnie wyłupiastymi błękitnymi oczami. Miała przy tym dziwny wyraz twarzy – tak, jakby zaglądała w duszę samemu diabłu. Było dla mnie jasne że cały czas jej umysł jest pochłonięty fabułą książki. Mimo różnych wygibasów, które uskuteczniałam jej tytuł pozostał dla mnie nieodgadnięty. Gdy zajechaliśmy na następną stacje dziewczyna zniknęła równie gwałtownie jak się pojawiła. Dziwnie zrobiło mi się na myśl, że nigdy nie poznam tytułu tej książki. Wtedy też postanowiłam, że moja książka będzie równie poruszająca, skupiając się na emocjach – ponieważ to jest to, czym zawsze kierowałam się w życiu.

Pociąg jechał dalej, przyjemnie kołysząc się na zwrotnicach. Jego turkot docierał do mnie mimo słuchawek, które miałam w uszach. Znajomy gęsty las przypomniał mi, że na następnej stacji powinnam wysiąść. Nagle pociąg zatrzymał się gwałtownie, czekając przy semaforze na swoją kolej. Wstałam i z głośnym zgrzytem otworzyłam najbliższe okno. Oparłam o się o nie rękami. Natychmiast moją twarz i ramiona dosięgło ciepło promieni słońca. W słuchawkach wybrzmiała poruszająca piosenka zespołu Placebo – Running Up that Hill. Bicie mojego serca przyspieszyło zrównując się z jej rytmem. Pociąg ruszył, stopniowo zwiększając swoją prędkość. Pęd powietrza zmierzwił mi włosy. Na skraju lasu, który już mijaliśmy zobaczyłam moje liceum. Gdybym zdecydowała się wybrać inną szkołę. Cała ta historia by mnie ominęła. To właśnie tu wszystko się zaczęło…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.